Blog: Słówko wyjaśnienia, czyli precz z Chestertonowskimi aforyzmami

Być może uważny czytelnik zauważył pewną charakterystyczną cechę moich skromnych wysiłków, mianowicie: to, że nie publikuję nigdy Chestertonowskich aforyzmów. Większość innych stron internetowych publikuje GŁÓWNIE jego aforyzmy. Ja nie – i to przy pełnej świadomości faktu, że to one właśnie mają najwyższą „klikalność” i cieszą się największą popularnością. W pewnym sensie zatem, podkładam sobie sam nogę. Dlaczego?

No cóż, pobawię się w idealistycznego intelektualistę, ale chodzi o zasady. Otóż, po pierwsze, Chesterton, podobnie jak żaden inny autor, nie był producentem aforyzmów, ale właśnie autorem, którego myśli należy rozumieć w kontekście. W wypadku człowieka o dorobku tak gigantycznym, zrozumienie tego kontekstu nie jest bynajmniej proste. Czy aforyzm może nam go dostarczyć? Oczywiście, że nie. Ba, w sensie ścisłym, nie przekazuje on nam właściwie nic zgoła – a nawet (o ile można tak powiedzieć) „ujemnie”. Bo STWARZA WRAŻENIE, jak gdyby przekazywał. I większość czytelników, zamiast drążyć głębiej, zaczyna się domyślać. Takie domysły natomiast, zazwyczaj mają naturę bardzo subiektywną i sprowadzają się zazwyczaj do „skrajania” Gilberta według obecnie obowiązujących podziałów politycznych, no i potem wychodzą takie przedziwne kwiatki, że „kleją” się do niego zazwyczaj środowiska imperialistyczne i prokapitalistyczne, których on w swoim czasie organicznie nie znosił. I w ogóle takie odnoszę wrażenie, że właśnie swoista „aforyzacja” Chestertona stanowi naczelną przyczynę owej hermeneutycznej żenady, jaką zazwyczaj się wokół jego twórczości uskutecznia (oczywiście zazwyczaj bez wykształcenia kierunkowego i dorobku) — tak w Polsce, jak i na świecie.

Drugi powód natury bardziej ogólnej jest dość podobny: otóż wydaje mi się (a jako filolog pozostaję na to szczególnie wyczulony), że fragmentaryzacja debaty publicznej zaszła zdecydowanie za daleko. Większość ludzi rozumuje raczej cząstkami, niż całostkami, nie rozumiejąc nawet różnicy między jednym a drugim. Sprowadzanie rozmowy o jakimś pisarzu do publikowania ZDAŃ, zamiast całych tekstów, tę sytuację pogarsza, zamiast ją poprawiać. Dlatego – tym bardziej nie.

W świetle wszystkiego, co się wyżej powiedziało, stwierdzam, iż publikowanie aforyzmów bez szerszego kontekstu, zwłaszcza w wypadku Gilberta Keitha Chestertona, stanowi działalność społecznie szkodliwą i powinno być zakazane prawnie pod groźbą kary trzech lat codziennego czytania Jacques’a Derridy. Z pozdrowieniem,

Maciej Sobiech

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s