G.K. Chesterton: Nieporozumienie w sprawie reakcji ( „G.K.’s Weekly”, 15 III 1934)

[Ilustracja: papież Pius XI, potępiciel Akcji Francuskiej]

Oto oskarża się mnie o dyplomatyczne manewry, w sposób, który prawie że mi schlebia: pewien czytelnik pisze do mnie w liście, że nasze stanowisko w sprawie obecnej sytuacji austriackiej to jego zdaniem fasada, skrywająca jakiś mroczny sekret, którego nie chcę ujawnić. Ależ, przecież z chęcią bym go ujawnił! Jest on jednak najwyraźniej tak mroczny i dyplomatyczny, że mnie samemu jeszcze go nie ujawniono. Co myślę o Austrii jako kraju, podobnie jak o historycznej genezie jej obecnych trudności, wyjaśniłem, obawiam się, aż nazbyt drobiazgowo w trzech czy czterech artykułach, kilka miesięcy wcześniej. Jeśli do podobnie obszernego wyjaśnienia trzeba coś dodać, z chęcią dodam. Teraz pozostaje stwierdzić tyle, że istnieje coś takiego, jak austriacka tradycja – nie tylko w sensie mechanicznym czym liczbowym, ale prawdziwym; że, z historycznego punktu widzenia, popierać austriackich nazistów to popierać nie Austrię, ale sprusaczone Niemcy; austriackich komunistów zaś – również nie Austrię, ale rosyjski bolszewizm. Powody odrzucenia zarówno nazizmu jak i bolszewizmu przedstawiałem tutaj wystarczająco często, aby każdy mógł zrozumieć, że w porównaniu najbardziej przemawia do mnie opcja numer trzy. Pan Porter wszakże, zaczyna od aksjomatu znacznie prostszej natury.

„Wielu utrzymuje”, zauważa, kręcąc przy tym poważnie głową, „wielu utrzymuje, że Kościół Katolicki (Kościół, nie katolicy), nie cofnie się przed największą okrucieństwem, byle utrzymać władzę”. Cóż, wielu utrzymuje również wiele innych, podobnych rzeczy, choć może już nie tak wiele, jak niegdyś. Dawniej wielu uważało, na przykład, że to papiści wywołali wieli pożar Londynu; dziś zaś chodzi po tej ziemi całkiem sporo osób, wykazujących w kwestii „papistowskich spisków” podobny poziom wykształcenia. Wielu do dzisiaj wierzy, że katolicy dają swoim spowiednikom spory napiwek w zamian za rozgrzeszenie; po przyjęciu pieniędzy, ksiądz natomiast rzecz jasna ceremonialnie uchyla biretu. Wielu nieco mniej wyrafinowanych intelektualnie mieszkańców Środkowego Zachodu czy „czarnego pasa” Stanów Zjednoczonych Ameryki święcie wierzy, że Rycerze Kolumba uroczyście przysięgają kijem wybijać mózgi niemowląt wszystkich innych wyznań; i prosta wiara takich ludzi trwa niewzruszenie wobec najbardziej nawet oczywistych dowodów, świadczących przeciw. To ten sam lud wierny był swego czasu przekonany, że jeśli katolik kiedykolwiek zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych, natychmiast przyleci do Ameryki w wielkim, białym samolocie papież, zamieszkać w Białym Domu. Nie sądzę, by można było powiedzieć, że w wypadku którejkolwiek z tych grup obiektywne poczucie faktów przeważało nad subiektywnym czuciem religijnym. Sądzę jednak, że wszystkie one bez wyjątku wykazują więcej rozsądku i zdrowia psychicznego, niż ci, którzy twierdzą, że Kościół Katolicki stoi za obecną falą reakcji w Europie. Jak by nie spojrzeć, ledwie niewielu Anglików, nawet najbardziej oświeconych, wpadło na pomysł, by ukryć się pod konfesjonałem i podsłuchiwać spowiedzi; i niewielu Amerykanów, nawet najbardziej przedsiębiorczych, zdecydowało się wstąpić w szeregi Rycerzy Kolumba. Wszyscy mamy jednak oczy i tymi oczami możemy dostrzec fakty wielkie dziś jak cała Europa – które to fakty jasno przeczą najnowszej wariacji na temat papistowskich spisków, jaką popełnił pan Porter.

Osłupiające jest zauważyć, jak ludzie mogą dostrzec najbardziej nawet oczywiste i oszałamiające fakty, niczego się z nich nie ucząc, ani nawet niczego nie widząc. Jeśli jest zaś coś oczywistego i oszałamiającego w nowoczesnym ruchu politycznym, jaki zaczął się wraz z powstaniem faszyzmu, to jest tym to, że pierwotnie był to ruch całkowicie sekularny, a momentami nawet wprost antyklerykalny. Co z tego wynika dla kogokolwiek, kto jest w stanie pojąć jakiekolwiek wynikanie, to zaś fakt nie takiej znów małej wagi: że zarówno pragnienie porządku i pragnienie wolności, tak jak pokusa anarchii i pokusa tyranii, to owoce natury: ludzkiego umysłu i serca takimi, jakimi one są; że pojawiały się one, raz za razem, gdy ludzkość tkwiła jeszcze całkowicie w pogaństwie, na długo, zanim komukolwiek śniło się coś takiego, jak Kościół Katolicki. Pod koniec wieku osiemnastego, gdy pan Porter mógłby znaleźć znacznie więcej ludi podzielających jego poglądy, niż obecnie, w wieku dziewiętnastym, gdy wciąż jego ideowych pobratymców dało się określać mianem „wielu”, rozwinęła się stopniowo legenda, wedle której świat naturalnie przechodzi od despotyzmu do demokracji. Z nią, powstała legenda druga: że Kościół opowiadał się zawsze, i zawsze będzie się opowiadał, po stronie despotów. Gdyby ci, którzy powielali takie legendy, mieli jakąkolwiek znajomość historii Kościoła, czy jakkolwiek obiektywną i merytoryczną znajomość historii świata, wiedzieliby, że ich generalizację z ledwością można naciągnąć tak, by obejmowała pięćdziesiąt lat z dowolnego okresu z przeszłości: Kościół, owszem, ze strony ludzkiej, jako mediator, nie raz opowiadał się po stronie despotów, podobnie jak wszelkich innych ludzi i rzeczy. Jednak nie w kwestii obrazoburstwa; nie w kwestii inwestytury; ani nie w kwestii nowych teorii despotyzmu, jakie narodziły się zaraz po Wielkiej Wojnie. Z najsławniejszą zaś i najbardziej światłą z nich, tą głoszoną przez Action Francaise, poszedł na otwarty i wściekły konflikt.

Nasi humanitaryści bez jasnych poglądów wciąż starający się dowieść, śmiejąc się w twarz faktom, że to papiści podpalili Londyn i że to papież, wbrew wszystkiemu, co powiedział i napisał, rozpętał obecną burzę plemiennego militaryzmu, zupełnie rozminęli się z istotą kwestii: z dokładnie tego samego powodu, który nie pozwala się podobnym ludziom czegokolwiek nauczyć; bo nauka ta, uderzyłaby w nich samych. Dogmat, który faktycznie zaniknął, iluzja, która rzeczywiście się rozwiała, to pogląd, stanowiący fundament ich wszystkich innych poglądów. Wyznawane przez cały wiek dziewiętnasty przekonanie, że ludzkość, wolna od jarzma Kościoła, i bez konieczności szukania pomocy u Boga, z własnej natury będzie coraz lepsza i bardziej liberalna. Prawda jest jednak taka, że ludzkość – z całą pewnością bez Kościoła, a do pewnego stopnia nawet i z nim, będzie zawsze taka, jaka była: błądząc w ciemności i rzucając się ze skrajności w skrajność; naprawiając to, co w starych ustrojach niesłuszne i po wieczność walcząc z pokusą zapomnienia o tym, co w nich sprawiedliwe; w nastroju rewolucyjnym przypadkowo atakując religię, nie potrzebując jednak żadnej jej pomocy w rozgrzewaniu nastrojów reakcyjnych. Reakcja następuje wtedy, gdy coś stanie się po ludzku po prostu nudne; demokracja zaś, skombinowana z industrializmem i parlamentarną korupcją, stała się nudna. Wskazawszy te podstawowe błędy w sferze idei, zajmę się następnie sferą faktów – z których wszakże niemal wszystkie również są błędami.

Tłm. Maciej Sobiech

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s